Zamach na Wisłę – stopień wodny Siarzewo

Sprawa kolejnych stopni wodnych, a nawet plany kaskadyzacji całej dolnej Wisły powracają do polskiej polityki jak bumerang już od prawie 60 lat. W 1970 r. po 8 latach prac, zakończona została budowa tamy we Włocławku. Zapora ta od samego początku projektowana była jako jedna z kilku w kaskadzie. Nie trzeba chyba wspominać, że w 1970 r. mało kto przejmował się wpływem takiej inwestycji na środowisko. Na kolejne stopnie wodne po prostu zabrakło pieniędzy.

Po 47 latach działania stopnia wodnego Włocławek oczywistym jest, że po pierwsze: nie spełnia on założonych celów, po drugie: w związku z postępującym wiekiem i erozją zapora wymagać będzie dalszych modernizacji (Raport WWF, 2001). Ostatnią dużą modernizację przeszła w latach 2013-2015 (RZGW Warszawa, 2015). Mimo ogromnych kosztów remontu, nie rozwiązał on wszystkich problemów Włocławka. Dlatego wciąż planowana jest budowa kolejnego stopnia wodnego, który nagromadzonymi w powstałym zbiorniku wodami Wisły miałby podeprzeć stopień we Włocławku.

Budowa podpierającego stopnia to najdroższy możliwy wariant rozwiązania problemu Włocławka. Koszty takiej inwestycji idą już nie w miliony, a miliardy złotych.  I to same koszty budowy zapory. Niestety nowy stopień wodny to też ogromna ilość pobocznych kosztów, które również powinny być brane pod uwagę. Są to między innymi koszty środowiskowe. O ile powstanie kolejnego stopnia nie będzie dla dorzecza Wisły tak drastyczne jak powstanie pierwszego stopnia, o tyle zdecydowanie nie będzie to też nic dobrego. Nie jest to bynajmniej tylko nasza opinia.

Na budowę stopnia w Siarzewie nie zezwolił w 2016 r. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Bydgoszczy (Decyzja RDOŚ, 2016). To 27 stron uzasadnienia, dlaczego stopień ten powstać nie może. Ówczesny dyrektor bydgoskiego RDOŚ, Włodzimierz Ciepły, musiał pożegnać się ze stanowiskiem dzień po wydaniu decyzji (Gazeta Wyborcza, 2016).

Aktualnie nie ma nowej decyzji środowiskowej dla powstania stopnia wodnego Siarzewo, jednak nie przeszkodziło to trzem ministrom (środowiska, gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, energii) podpisać porozumienia w sprawie jego budowy (Porozumienie ministrów, 2017).

Już w samej treści porozumienia pojawiają się informacje nieprawdziwe/manipulacje:
1. „Stopień wodny we Włocławku stanowi istotną infrastrukturę przeciwpowodziową w skali
kraju” – stopień ten praktycznie nie ma wpływu na zmniejszenie fali powodziowej, jest za to głównym miejscem powstawania problemów z zatorami lodowymi na dolnej Wiśle (np. Grześ, 1991).
2. „Uszkodzenie lub konieczność rozebrania stopnia wodnego we Włocławku może prowadzić do
poważnego zagrożenia powodziowego terenów położonych poniżej stopnia, wzdłuż rzeki Wisły, wywołać zagrożenia środowiska i zagrożenia sanitarne, a w konsekwencji narazić zdrowie lub życie ludzkie na niebezpieczeństwo” – o ile uszkodzenie i niekontrolowane zniszczenie byłoby śmiertelnie niebezpieczne dla mieszkańców i środowiska odcinka położonego poniżej tamy, o tyle dobrze przeprowadzona rozbiórka takie niebezpieczeństwo niweluje.

Kolejna opinia nie mająca pokrycia w rzeczywistości pada w wypowiedzi Ministra Środowiska Jana Szyszki (komunikat MŚ, 2017).
„Budowa Stopnia Wodnego Siarzewo to ważna inwestycja, która zapewni Polakom bezpieczeństwo powodziowe. Umożliwi też rozwój transportu śródlądowego i produkcję czystej energii elektrycznej” – podręcznikową wiedzą jest to, iż nie da się skutecznie połączyć tych trzech funkcji zbiornika. Pierwsza z nich – ochrona przeciwpowodziowa wymaga bowiem niskiego poziomu wody w zbiorniku, by w razie potrzeby mógł on przechwycić i zmagazynować dużą ilość wody. Dwie kolejne wymagają dla odmiany wysokiego poziomu wody. Brak wiedzy ministra czy raczej szukanie poparcia u tych, którzy tej wiedzy mieć nie muszą?

Z ciekawością czekamy na nową decyzję RDOŚu i liczymy na to, że w najgorszym wypadku na inwestycję po prostu zabraknie pieniędzy. Ostatecznie, to ekonomia jest głównym argumentem dla którego np. w USA rozbierane są kolejne zapory.

Piotr Bednarek